Prezydent zareagował w sposób uwłaczający koalicjantowi i swojemu stanowisku. Wzięły górę emocje nad merytorycznością. Domagając się mojej rezygnacji, przedstawiając mnie jako człowieka bez honoru, próbował ukarać mnie za to, że prawda wyszła na jaw. Zapomniał o tym, że „nowa jakość” miała być lojalnością przede wszystkim wobec mieszkańców, a nie jedynie wobec zwierzchnika.

Tydzień temu prezydent napisał, że Żyrardów jest zbyt małym miastem, żeby polityka funkcjonowała tu na normalnych zasadach. Nie miał racji, polityka funkcjonuje niezależnie od wielkości miasta. Problemem są natomiast emocje w polityce i umiejętność panowania nad nimi. Rozżalony pisał o koalicjancie-współpracowniku, który wykazuje dużo samodzielności. Pisał, że po sesji absolutoryjnej spodziewał się mojej rezygnacji, bo radni należący do NPS – Nowy Żyrardów – KUKIZ’15 zagłosowali przeciwko niemu. Zapomniał, że każdy, a więc i jego zastępca oraz jego stowarzyszenia, mają prawo do podmiotowości i swojego punktu widzenia. Koalicja ma swoje prawa, ale nie może być formą nacisku lub zniewolenia, zwłaszcza, gdy idzie o zasady i priorytety. Nie może lekceważyć innego punktu widzenia,
bo na tym w końcu opiera się demokracja.
Niestety, prezydent zapomniał o tym, że sukces wyborczy sprzed czterech lat osiągnęliśmy przecież razem. Nie byłoby prezydenta i jego zastępcy, gdyby nie zgodna i dobra współpraca, która zakładała również możliwość realizowania swoich pomysłów z poszanowaniem i bez szkody dla koalicji. To prawda, że czasami koalicje nie wytrzymują tej próby. Nie oznacza to jednak konieczności rozstania w atmosferze jawnej wrogości, co więcej zachowań, które nie przystoją stanowisku. Osobiście oczekiwałem zdecydowanego działania wobec ujawnionych nieprawidłowości w Centrum Kultury i TVŻ, a nie ataku na mnie i moich kolegów. I to jeszcze w takim stylu. Naprawdę, emocje warto trzymać na wodzy,
bo nie są dobrym doradcą w polityce. Szafowanie zarzutami o „braku honoru” i „ciosie w plecy” są niesprawiedliwe, bo skierowane do osób, które kierują się dobrem miasta, a nie wyłącznie interesem zwierzchnika. Szkoda, że trzeba o tym przypominać prezydentowi w głosowaniu absolutoryjnym. Zwłaszcza, że sygnały płynęły od nas dużo wcześniej.
Nie ukrywam, że już jakiś czas temu w sprawach naszej koalicyjnej współpracy przestaliśmy mówić z prezydentem jednym głosem. Według mnie współpraca powinna polegać na sumowaniu wartości, a nie oczekiwaniu na poklask. Prezydent wybrał inną drogę, niestety również konfrontacji. Nie chciałem odnosić się do tekstu sprzed tygodnia, ponieważ wymaga to zawsze od piszącego zniżenia się do poziomu, którego chciałby uniknąć. Miałem nadzieję, że ustaliliśmy z prezydentem pewne zasady współpracy, które nie będą owocowały tak przykrymi, również dla mieszkańców, tekstami. Niestety, ale prezydent zawiódł mnie po raz kolejny.
Na koniec należy się Państwu podanie powodów, dla których nie podałem się do dymisji. Po pierwsze: pełnię funkcję zastępcy prezydenta, bo tak chcieli wyborcy, którzy głosowali na NPS; po drugie: sumienie mam czyste i nie czuję się winny, więc rezygnacja ze stanowiska mogłaby zostać odczytana jako swego rodzaju dezercja i przyznanie się do winy. Przede wszystkim jednak nie pozwala mi na to honor!

Dariusz Kaczanowski