Nie żebym się zdziwił. W końcu żyjemy w czasach powszechnego zdziczenia, by nie powiedzieć: zbydlęcenia. Cuchnąca fala internetowego hejtu w wykonaniu Piotra Kowalkowskiego, która wylała się na mnie i na osoby związane ze stowarzyszeniem Nowy Żyrardów, nie była dla mnie szczególnym zaskoczeniem. Zastanawiający może być brak reakcji ze strony prezydenta na zarzuty stawiane wobec jego zastępcy, a w zasadzie na totalną krytykę sposobu zarządzania miastem, za którą odpowiada.

W ostatnim czasie jesteśmy świadkami zakulisowych, politycznych rozgrywek, których twarzą stał się niejaki Piotr Kowalkowski. Widać, że rola, którą teraz gra bardzo mu odpowiada. Na cel swoich niewybrednych ataków wybrał sobie głównie mnie, osoby związane ze stowarzyszeniem Nowy Żyrardów i z nim sympatyzujących. Jesteśmy obarczani winą za niemal wszystko, począwszy od złej sytuacji mieszkaniowej, złej kondycji szpitala a skończywszy na szantażowaniu samego prezydenta. Słowem, Żyrardów już dawno byłby miastem miodem i mlekiem płynącym, gdyby nie nieodpowiedni ludzie na stanowiskach – to znaczy Kaczanowski et consortes. To przekroczyło nie tylko granicę normalnej krytyki, ale i dobrego smaku. O co w tym wszystkim chodzi?
Zawsze jest tak, że jak się chce wymusić coś na innych, to przede wszystkim zohydza się ludzi. I to właśnie próbuje robić Kowalkowski. Z chwilą gdy zarząd Nowego Żyrardowa poruszył sprawę osób z najbliższego otoczenia prezydenta Jasińskiego, tj. Kingi Jędrasik i Daniela Jarosza (którzy w naszej ocenie kompromitują urząd prezydenta, zaprzeczając hasłu wyborczemu odnoszącemu się do „nowej jakości”), rozpoczął się atak. Stąd też oburzenie Kowalkowskiego na ten „szantaż” , pod którym kryje się zwykła obawa o swoją i koleżanki po fachu przyszłość. To jednak nie zaskakuje. Smuci to, że brakuje zdecydowanej reakcji samego prezydenta lub jego służb, co może sugerować akceptację dla tego typu zachowań. Czyżby owe milczenie oznaczało w tym przypadku to, że prezydent postanowił wytyczyć już z nowymi ludźmi nowe ścieżki swojej kariery politycznej i tym samym na nowo zdefiniował pojęcie nowej jakości?
Czy zatem Kowalkowski jest tylko klasycznym „pożytecznym idiotą”, nieświadomym swej roli narzędziem, czy też zwykłym hejterem, broniącym swoich wpływów? Szczerze powiedziawszy nie jestem zainteresowany odpowiedzią na to pytanie. Sama jego postać jest tak antypatyczna a metody jakich używa wyznaczają poziom rynsztoka, do którego nie zamierzam się zniżać. Taki styl zdecydowanie mi nie odpowiada. Czy na tym ma polegać ten słynny plan? Jeśli tak mają wyglądać owe igrzyska, to będą one w złym guście, adresowane do osób pokroju Kowalkowskiego. Kampania wyborcza z tymi osobami w tle nie wróży niczego dobrego. Żyrardów na to po prostu nie zasługuje.

Dariusz Kaczanowski