Żyrardów to miasto niezwykłe również pod względem głęboko zakorzenionych tradycji rodzinnych. Od lat rozwijają się klany, które od lat rządzą i dzielą w mieście, ale również powstają nowe. Można by rzec, że Żyrardów, jeśli chodzi o „stanowiska na górze”, rodziną stoi. Zapewne pamiętacie Państwo serial „Dynastia”. Trudno oprzeć się wrażeniu, że u niektórych jest przemożna chęć naśladownictwa bohaterów tego serialu. Oczywiście to nie ten sam rozmach i przepych, ale jak na żyrardowskie warunki, klany albo, jak kto woli, dynastie trzymają się mocno.

Na pierwszym miejscu, zgodnie z pełnioną najwyższą funkcją w mieście, należy wymienić klan Wilków. „Młody Wilk”, tj. Andrzej jest głową rodziny. On decyduje m.in. o losie „starego Wilka”, tj. Zdzisława – prezesa miejskiej spółki PGK. Wymaga za to pełnej lojalności i oddania. Kto będzie bardziej wierny niż rodzony wujek? Nikt. Zatem Wilk-wujek spokojnie od wielu już lat piastuje swoją zaszczytną funkcję prezesa i w pełni realizuję zasadę: „mierny, bierny, ale wierny”.

Drugi, nie mniej znany klan to rodzinka Rusinowskich. Otóż znana wszystkim „caryca” Beata, piastuje od lat funkcję dyrektorki Centrum Kultury. Jej szanowny małżonek Adam jest dla odmiany prawą ręką prezydenta Wilka, czyli prawnikiem zatrudnionym w żyrardowskim Ratuszu. To jednak nie koniec. Otóż teść Beaty i tatuś Adasia jest od dawien dawna prezesem Żyrardowskiej Spółdzielni Mieszkaniowej. I tylko tyle, albo i aż tyle na temat tej dynastii.

A teraz prawdziwa perełka. Najmłodszym, żyrardowskim klanem jest rodzina Szafarynów. Otóż Jarosław, od niedawna radny powiatowy, polityk PO, naczelnik Wydziału Promocji Urzędu Miasta Żyrardowa, jest bardzo zaradnym człowiekiem. Szkoda tylko, że w tej swojej zaradności, myśli tylko o swojej rodzinie, a losy miasta wydają się być mu zupełnie obojętne. Mamusia Pana Jarka pracuje przy boku Adama Rusinowskiego jako prawnik w żyrardowskim urzędzie. Apetyt jednak rośnie w miarę jedzenia. Otóż, od kilkunastu dni piastuje ona funkcję p.o. Dyrektora Ośrodka Sportu i Rekreacji w Żyrardowie. Podobno ma tam zrobić porządek z niesfornymi pracownikami, czyli prawdopodobnie przygotować teren do ich zwolnień. To jednak nie koniec. Jak niesie gminna plotka, żona Pana Jarosława znalazła pracę w Przedsiębiorstwie Gospodarki Mieszkaniowej. Zatem wszyscy w rodzinie są zadowoleni.

Wymienione przykłady żyrardowskich dynastii świetnie obrazują mechanizm funkcjonowania ludzi na świeczniku w naszym mieście. Panuje tu prosta zasada: „ty dasz robotę mojemu, a ja dam twojemu”. I tak jakoś im leci. A że przy okazji powstają prawdziwe dynastie? No cóż, skoro w niektórych rodzinach jest tak wielu zdolnych ludzi, to doprawdy byłoby grzechem ich nie wykorzystać. Szkoda tylko, że przy obsadzaniu stanowisk, często podstawowym kryterium jest przynależność do klanu a nie kompetencje. Mówi się, że nazwisko zobowiązuje. W Żyrardowie szczególnie. Jak nie masz odpowiedniego nazwiska a kompetencje, to i tak musisz dawać sobie radę sam. Może nawet i na kuroniówce.

Mariusz Gontarczyk