Żyrardów był niegdyś miastem zatrudniającym wiele tysięcy ludzi, z miasta i miejscowości ościennych. Dziś jest podupadającą mieściną, bez możliwości zdobycia pracy i rozwoju swoich mieszkańców.

W „Życiu Żyrardowa” z dnia 21 stycznia 2014 w artykule, o wiele mówiącym tytule „Widmo bezrobocia nad Żyrardowem”, przeczytać możemy o dramatycznie rosnącej liczbie osób bez pracy. Rok 2013 rozpoczął się liczbą 4046 bezrobotnych, by na jego koniec osiągnąć 4419. Wyraźnie widać, że tendencja ta jest rosnąca, a ciągły wzrost utrzymuje się od 2009 roku, jak podaje gazeta. Najprostszym wytłumaczeniem tej sytuacji jest stwierdzenie, że powodem wzrostu bezrobocia jest kryzys gospodarczy. Tym właśnie stwierdzeniem posługują się władze naszego miasta z Prezydentem Wilkiem na czele. Prawda jest, jednak zupełnie, inna. Należy wymienić kilka, z wielu powodów, fatalnej sytuacji na żyrardowskim rynku pracy.

 

Podstawowym jest brak wiedzy o powstawaniu miejsc pracy, co wyraźnie widać po bierności osób z otoczenia Prezydenta Wilka, odpowiedzialnych za rozwój gospodarczy w naszego miasta. Włodarze miejscy, nie są zainteresowani sprowadzaniem inwestorów, którzy stworzyliby nowe miejsca pracy. Co więcej, uparli się by zdławić małą przedsiębiorczość, istniejącą w mieście od początku lat dziewięćdziesiątych, poprzez otwieranie coraz to nowych marketów. Są tak zdeterminowani, że w tym celu rozbierają nawet przedszkola. Przerażenie budzi też fakt, że w tych wysiłkach Prezydent wspierany jest przez radnych miejskich z Platformy Obywatelskiej.

Z roku na rok zamyka się coraz większa ilość firm działających na naszym rynku od lat. Tym, które jeszcze istnieją, coraz trudniej związać koniec z końcem. Nie wytrzymują konkurencji dużych sieci handlowych, które oferują swoje towary po sztucznie zaniżonych cenach, bo markety nie musza w naszym kraju płacić podatków. Biedronki, Kauflandy i inne sieci nie odprowadzają do kasy miejskiej wiele w przeciwieństwie do drobnych sklepikarzy i wytwórców.

Efektem tych działań jest powiększająca się liczba bezrobotnych, a co za tym idzie, ucieczka z Żyrardowa osób w wieku produkcyjnym, w poszukiwaniu pracy. Wielu moich znajomych już dawno wyjechało z miasta w tym celu, jeszcze większa liczba deklaruje chęć jego opuszczenia. Kierują się oni dobrem swoich rodzin, argumentując swój wyjazd brakiem perspektyw. Problem jest bardzo poważny, bo są to osoby z wyższym wykształceniem i bogatym doświadczeniem zawodowym. Roztrwonienie tego kapitału ludzkiego odczuwalne będzie przez wiele lat, a być może nieodwracalne.

Nie tylko z braku wiedzy słynie nasz Prezydent i jego najbliżsi urzędnicy. Znani są również z bezczynności. Nie chcąc podejmować trudu sprowadzenia do miasta prawdziwych inwestorów, stworzyli ogromną ilość sztucznych etatów w Urzędzie Miejskim i spółkach mu podległych. Pomysł ten jest pomysłem szaleńca. Zwiększają się wydatki budżetu miasta, co w efekcie wpływa na podnoszenie podatków i opłat za media, które i bez tego są skandalicznie wysokie.

Tak wygląda obecny stan rynku pracy w Żyrardowie. Wyraźnie widać, jak działania naszych obecnych władz wpływają na decyzję i słowa młodych ludzi opuszczających na stałe nasze miasto. „Nie jesteś z rodziny – nie dostaniesz pracy, nie masz tu czego szukać”. To stwierdzenie jest jak najbardziej trafne i jednoznacznie pokazuje jak negatywnie postrzegane jest nasze miasto przez mieszkańców. Naprawa tego stanu potrwa wiele lat, ale muszą się znaleźć ludzie odpowiedzialni i chętni podjęcia się tego niebywale trudnego zadania. Pamiętajmy jednak, że nadzieja umiera ostatnia.

Cezary Kilar