Już nawet w żyrardowskich strukturach PO dostrzeżono fakt, iż ich obecny prezydent ma marne szanse na ponowną reelekcję. Referendum pokazało, że pomimo zachowania fotela prezydenta, Wilk nie daje żadnej gwarancji utrzymania dotychczasowego układu, a tym samym stołków. Jednym słowem, Titanic tonie, a jedyną szansą jest jak najszybsze dostanie się do szalup ratunkowych. Próba wybielenia się, czyli odpłynięcia od tonącego statku oraz szukanie nowych partnerów ma być ratunkiem dla tych, którzy nie chcą tonąć razem z Wilkiem.

Cała operacja rozpoczęła się od zmiany w strukturach lokalnej PO. Starych liderów zastąpili tacy sami, którzy mają udawać nowych. Ich zadania to przywrócić wiarygodność swojej partii i pozyskać partnerów do współrządzenia. Po siedmiu latach rządzenia w mieście, gdy grunt zaczął usuwać się spod nóg, PO zorientowała się, że musi działać by odzyskać zdolność koalicyjną oraz nauczyć się pracować ponad podziałami. Rzekomo wszystko to dla naszego wspólnego dobra. W rozumieniu PO znaczy to zagwarantowanie nienaruszalności pewnym osobom po utracie władzy. Rusinowska i Obłękowski już skreślili swego dawnego druha i dobroczyńcę z listy przydatnych osób. Wiedzą doskonale, że Wilk stanowi poważną przeszkodę w przyszłych rozmowach koalicyjnych. Ktoś przecież musi za ten cały bałagan w mieście personalnie odpowiedzieć. Liczą na to, że ewentualni rozmówcy zadowolą się wersją, że tylko obecny prezydent błądził, a oni nie mieli z tym nic wspólnego.

Jak na razie, rozpaczliwy apel przewodniczącej Rusinowskiej o zawiązanie nowej koalicji, nie przyniósł widocznych efektów. Problemem jest to, że Wilk wcale nie chce zagrać roli, w której go obsadzono oraz to, że wszyscy wiedzą, iż tak naprawdę to nie on grał pierwsze skrzypce. Nie bez znaczenia jest też fakt, że lokalna PO ratując Wilka, ale również i siebie, przed katastrofą w referendum, musiała wychwalać go pod niebiosa, a więc chcąc nie chcąc popierać go. Trudno w takiej sytuacji jednocześnie pozbyć się zbędnego balastu i grać rolę tego dobrego i otwartego na nowe rozdanie. Stąd ta panika na pokładzie. Działacze PO dobrze wiedzą, że tym razem musiałby nastąpić jakiś cud by, choć niektórzy z nich zachowali swoje stołki. Bo w kategorii cudu można rozpatrywać ponowną wygraną Wilka, jak i zwycięstwo innego kandydata PO, gdy ta zdecyduje się wystawić obok niego, kogoś nowego. Owszem, można rozpatrywać również rezygnację Wilka z kandydowania, ale jest to tak samo realne jak to, że zgodzi się on na rolę kozła ofiarnego.

Dariusz Kaczanowski