Jestem radnym Rady Miasta Żyrardowa. Należałem, a nawet byłem współzałożycielem stowarzyszenia „Przymierze dla Żyrardowa”. Należało do niego kilkanaście osób, w tym trzech członków rady powiatu i sześciu rady miasta. 20 marca 2014 roku przekazałem liderowi PdŻ Wojciechowi Jasińskiemu informację, że rezygnuję z członkostwa, tego samego dnia na sesji Rady Miasta Żyrardowa oficjalnie wystąpiłem z klubu radnych PdŻ. Kilka osób pytało mnie już dlaczego tak się stało. Postanowiłem odpowiedzieć publicznie, moi wyborcy mają prawo znać przyczyny.

 

 

Otóż, źle się dzieje w żyrardowskiej polityce. Opozycja jest rozdrobniona, liderów u nas dostatek, co znacznie osłabia siłę opozycji.

„Przymierze dla Żyrardowa” powstało ponieważ był pomysł skupienia w jednym miejscu żyrardowskiej opozycji. Nie miejsce tu i czas by opisywać styl rządzenia miastem przez prezydenta Andrzeja Wilka i Platformę Obywatelską. Ciągłe kłopoty z uchwaleniem budżetu, kilkakrotny brak absolutorium, ogromne zadłużenie Żyrardowa, kłopoty z pozytywnymi opiniami Regionalnej Izby Obrachunkowej, brak pomysłu na rozwój miasta, to stałe elementy rządów obecnej ekipy Andrzeja Wilka. Wszyscy już widzą, że z miastem dobrze nie jest. Nawet na ostatniej sesji radni PO otwarcie zaczęli krytykować pomysły SWOJEGO prezydenta.

Z radością powitałem powstanie PdŻ, jest w nim sporo rozsądnych i zacnych ludzi. Niestety, miesiące mijały, a moje oczekiwania wobec PdŻ mijały się z rzeczywistością. Od samego niemal początku radny Krzysztof Dziwisz czy radny Marcin Rosiński próbowali doprowadzić do powstania strategii działania stowarzyszenia. Nie było jednak woli by to uczynić. Nie mam zamiaru  kalać swego byłego gniazda, zatem nie będę podawał szczegółów. W każdym razie decyzja rozstania się z PdŻ narodziła się w momencie gdy „Przymierze dla Żyrardowa” i jego przywódca Wojciech Jasiński poparli de facto prezydenta w chwili ogłoszenia referendum w sprawie odwołania Andrzeja Wilka ze stanowiska. Rozumiem, że każdy ma swoje kryteria i prawo do własnego zdania, jednak moje zdanie było inne. Uważam – pomimo mojej całej prywatnej sympatii do prezydenta – że miasto jest rządzone źle, nieskutecznie i Żyrardów wpadł w fatalną sytuację finansową. Mówiąc kolokwialnie – na nic nie ma pieniędzy. Były poseł, żyrardowiak, Dariusz Kaczanowski postanowił zorganizować referendum odwołujące prezydenta, zebrano podpisy, wyznaczono termin referendum. I nagle stała się rzecz znamienna, PdŻ nie poparł odwołania prezydenta, z czego prosty wniosek, że dalej chciał by Andrzej Wilk rządził Żyrardowem. Wydumany argument, że do wyborów pozostało tylko niecałe półtora roku nie przeszedł próby czasu. Gdyby Andrzej Wilk przegrał referendum już od dawna byłby nowy prezydent, nie byłoby takich problemów z budżetem, nie byłoby problemu PEC-u i Geotermii, nie byłoby wielu innych problemów, a miasto od kwartału by już wychodziło na prostą. A tak mamy jeszcze prawie do końca roku starą ekipę, która jedynie administruje miastem, a nie kreatywnie nim rządzi.

A jest tak m.in. dzięki „Przymierzu dla Żyrardowa” czy innemu stowarzyszeniu „Żyrardów – tak po prostu”, które nie poparły pomysłu odwołania prezydenta Wilka. Oczywiście inne tzw. opozycyjne środowiska w mieście również poparły prezydenta nie wspierając inicjatorów referendum. Zadałem sobie zatem pytanie: kto tu w tym mieście tak naprawdę chce prawdziwych zmian? A może chodzi jedynie o to, by poprzesiadać się ze stołów na stołki, tak by interes kręcił się nadal?

Rządzenie miastem jest rzeczą trudną, trzeba mieć przygotowanie, wykształcenie, ludzi którzy potrafią to robić. Inicjatorzy referendum zrobili swoje, bardzo niewiele zabrakło by referendum było ważne. Nieuczestniczenie w kampanii referendalnej przez kilka wiodących stowarzyszeń i partii spowodowało, że referendum „było zamilczane”, wiele osób nawet nie wiedziało że ono jest. Pomimo to aż 5 tys. ludzi poszło na nie i prawie wszyscy chcieli odwołania prezydenta Andrzeja Wilka. To potężna siła.

Na bazie tych ludzi powstało stowarzyszenie „Nowy Żyrardów” kierowane przez dr Dariusza  Kaczanowskiego, rektora Wyższej Szkoły Rozwoju Lokalnego.

Liczyłem, że moje stowarzyszenie „Przymierze dla Żyrardowa” porozumie się z „Nowym Żyrardowem”, tak by wspólnie wystawić listy wyborcze. Niestety nie widziałem dostatecznej woli u liderów „Przymierza dla Żyrardowa” by tak się stało. Pomimo osobistej sympatii do Wojciecha Jasińskiego i większości członków PdŻ podjąłem decyzję, że nie będę należał do niego, nie chcę postępować wbrew własnym poglądom i wspierać – choćby i pośrednio – obecnej ekipy Andrzeja Wilka i PO. W nadchodzącej kampanii wyborczej nie zdziwi mnie żadna koalicja, zwłaszcza po I turze, gdyż interesy miasta nie u wszystkich moim zdaniem stoją na pierwszym miejscu.

Przed moim wyjściem z PdŻ uczynił to wcześniej radny powiatowy Leszek Kamiński, który był przewodniczącym klubu radnych w Radzie Powiatu Żyrardowskiego. Ja czekałem dłużej bo liczyłem na porozumienie opozycji i wspólne listy. Nie doczekałem się tego i 20 marca opuściłem PdŻ. Liczę, że opozycja szeroko pojęta opamięta się i wspólnie pokona prezydenta Andrzeja Wilka.

Jerzy Jankowski – radny Rady Miasta Żyrardowa